Właśnie dzisiaj utrwaliłam się w przekonaniu, że nie możemy oceniać nikogo po pozorach, po pierwszym wrażeniu itd.
Na początku roku, wszystko było świetnie, myślałam, że jest to osoba, której można ufać, z którą można się dogadać. Niestety od pewnego czasu te relacje się pogorszyły i to poważnie. Zaczęło się od przykrego incydentu, gdzie główną rolę grała W. i właśnie TA osoba.
Później wszystko się unormowało.
Ostatnio, nawet nie wiem kiedy to się zaczęło, znowu jest źle, bardzo źle.
Wcale się nie dziwię, że nie tylko nauczyciele mają tej osoby dość (bo oni chyba wszystkich uczniów najchętniej by potopili), ale też i równieśnicy.
Jest taki "hop do przodu" co bardzo denerwuje. Jest arogancki (tak, to chłopak), myśli, że wszystko mu wolno, że jest nie wiadomo jakim bogiem i że wszystko mu ujdzie na sucho.
Co z tego, że prowokuje resztę chłopaków do tworzenia chaosu w klasie, ale jak wychowawca przyjdzie to "on przecież nic nie zrobił!".
Naprawdę nie życzę mu źle, ale mam nadzieję, że dla dobra całej klasy jednak go z tej szkoły wyrzucą.
Wiadomo, że każdemu zdarza się coś "odwalić", ale jak jest tak źle, że wychowawca przychodzi i tak się wścieka, krzyczy, że jeszcze go takim nie widziałeś, a ty na następnej lekcji robisz dokładnie to samo co wcześniej, to coś tu jest nie halo...
Podsumowując:
Każdy to zna i może się to zdawać oklepane, ale jak widać na moim przykładzie, przysłowie "Nie ocenia się książki po okładce", nie tyczy się tylko osób, które z pozoru wydają się złe, głupie i inne tego typu rzeczy, ale również osób, które zdają się nam wręcz "idealne".
Jeżeli ktoś to kiedyś przeczyta, to bardzo proszę, abyście nigdy, ale to NIGDY nie popełniali takiego samego błędu, jaki ja popełniłam, w ciągu tych kilku miesięcy, bo może się to źle skończyć dla NAS.
Okej druga sprawa, tycząca się dokładnie tej samej osoby.
Skoro wiecie już, że jest to chłopak, to raczej wiadomo, że zarywa do dziewczyn.
Niby jest wszystko okej, no bo w sumie, kto w tym wieku tego nie robi.
Jest tylko jedno "ale".
Dziewczyna mu się podoba, bo jest ładna. Okeeej, to jeszcze zrozumiem, no ale przepraszam bardzo. Nie jest idealny, nie wygląda jak młody bóg, albo chociaż jak Mario Casas, co świadczy o tym, że nie każdej musi się podobać.
Niestety on twierdzi inaczej.
Sytuacja mająca miejsce w zeszłym lub dwa tygodnie temu:
Podchodzi do J. i pyta się tak prostacko: "To co J., chcesz ze mną chodzić?", a ona odpowiada, z resztą bardzo grzecznie, że nie. Na tym się nie skończyło. Następnego dnia powtórka z rozrywki, ale J. trochę to zdenerwowało, więc odmówiła w dość stanowczy sposób.
Teraz J. jest dosłownie wyśmiewana przez niego, robi jej uwagi, w dodatku zupełnie nie uzasadnione. Traktuje ją jakby była panną lekkich obyczajów, co jest jedną, wielką bzdurą i nie mam pojęcia dlaczego się tak do niej odnosi.
No jednym słowem, dziewczyna ma teraz przerąbane.
Okej. Ostatnie zdanie lub dwa.
Jest to przypadek osoby zadufanej w sobie i mściwej. Nikomu nie życzę spotkania takiej na swojej drodze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz